18.09.2022

autorska.pl

ŻYCIE W UKRYCIU – odsłona 128, Wojciech Banach, Irena Kużdowicz

Wojciech Banach – poezja

z tomu Warkocz, 2020

Warkocz

Od dawna
niczym nagły iskrzący pomysł
pojawiał się w moich snach

spięty z jednej strony
kokardą w granacie
z drugiej – odwróconą gwiazdą
której twarzy mogłem się jedynie
domyślać

raził chwilowym blaskiem
i znikał

nigdy nie zdążyłem dotknąć go
ani poznać imienia

przypominał
rozrastający się miraż
grożący pętlą
splecioną z wielowątkowej historii

tłumaczący sny
snuli hipotezy o tajemniczej kobiecie
lub komecie zwiastującej nieszczęście
a ja kolejny raz z szaloną nadzieją
błądziłem ukryty
między ziemią a niebem

 

Błędy i korekty

Od kiedy zwariowałem
czuję się coraz zdrowszy

Oduczyłem się pielęgnowania kwiatów
i uśmiechania do wirtualnego księżyca

któremu wolno odprowadzać Cię
i doprowadzać do centrum

Przestałem pamiętać o ostatniej puszce
Coca-Coli Vanilla z limitowanej serii

ale gdy otwieram drzwi od lodówki
czuję jak mnie przytulasz

również zielonym długopisem w wierszach
i oczywiście masz rację -

myślniki powinny być długie
imiesłowy z nie piszemy łącznie

odległości należy wyrównywać
a pewne imiona pisze się razem

Wiem że to nie jest prawda
z tamtej wymyślonej bajki

ale czy moje błędy
jeszcze podlegają Twojej korekcie?

 

Późna – wczesna wizyta

Obok snu
pojawiłaś się dopiero
nad ranem
kiedy miałem problem
z identyfikacją faceta w lustrze

nie interesują mnie
przyczyny twoich odwiedzin
choć widzę
że jesteś dziewczyną z mojej
książki
więc powinniśmy znać się

ostatecznie możesz
zostać
tylko nie wyobrażaj sobie
że będę cię kochał

już nawet nie pamiętam
co to znaczy

 

Rozmowa z gwiazdą

Ile masz ramion do przytulania przyjaciół
odpychania psychofanów i astromaniaków
To przykre lecz wychowałem się wśród pięcio-
i sześcioramiennych ale o żadnej nie marzyłem
tak jak później o twoich cyckach wyeksponowanych
w necie niczym stołeczny pałac Kultury i Nauki
czy wieża Eiffla w paryskiej nocnej panoramie
przykrytych jedynie błyszczykiem na sutkach
o kształcie gumek ołówkowych Koch-i-Nor (o myszce
nie będziemy na razie gadać) w kolorze starej
miedzi lub kawy (do uzgodnienia) W młodości
wyobrażałem sobie udział w twojej galaktyce ale teraz
widzę mimo znacznie lepszej jakości
poligrafii i poprawionej rozdzielczości że nie widzę
jak widziałem Widocznie wzrok mi siadł
i jednocześnie uciekł (ciekawy paradoks) z wiekiem
lecz zmieńmy temat i wróćmy do ramion
pytań o warkocz lub znacznie mniej bezpiecznych
Ilu masz dzisiaj przyjaciół?

* * *

Ona i on wirtualnie

Poeta z Bydgoszczy, Wojciech Banach, jest autorem bardzo płodnym, wydał bowiem do tej pory ponad dwadzieścia książek i albumów, a debiutował w 1977 roku tomem wierszy Chwilowy obraz świata. Teraz ukazała się jego kolejna książka poetycka, opatrzona tytułem Warkocz, kierującym od razu czytelnicze skojarzenia ku erotyce, a jednocześnie astronomii, co podkreśla ilustrująca okładkę rozświetlona kometa, która przemierza gwiaździste niebo.

Rozpoczynający książkę utwór Kobiety wirtualne wyraża wprost następującą tezę: „Erotyki i wiersze miłosne / należy pisać jedynie dla kobiet / wirtualnych”, jako że tak określone adresatki nie okazują emocji, nie są zazdrosne, „nie mają dylematów etycznych” ani innych problemów. Co prawda „takie wiersze / mogą stanowić zagrożenie”, ale autor przyznaje się, że nie jest poetą bezpiecznym.

W kolejnym wierszu wyjaśnia się pochodzenie tytułu tomu. Gruby czarny warkocz miała dziewczyna z ludowego zespołu pieśni i tańca, którą zafascynowany poeta ujrzał na „fotografii / w kalendarzu robotniczym / na rok 1959” (zwróćmy uwagę na tę autoironię). Od tej pory ta ozdoba dziewczęcej głowy pojawiała się w jego snach „niczym nagły iskrzący pomysł”. Ponieważ „nigdy nie zdążył dotknąć go / ani poznać imienia”, warkocz „przypominał / rozrastający się miraż”, a tajemnicza kobieta zaczęła kojarzyć się z kometą zwiastującą nieszczęście.

Sytuacje męsko-damskie stara się uchwycić i rozpoznać kolejna grupa wierszy. Okazuje się, że między kobietą a mężczyzną oraz grzechem a miłością w zasadzie nie ma różnic i nie zmienią tego żadne ograniczenia ani postanowienia. Bywają również takie kobiety, które nie chcą się zakochać (Ona mówi). Kwituje to ironiczna puenta: „miłość polega na braku symetrii”. W stylu „chwilo trwaj” utrzymany jest erotyk Kobieta i mężczyzna, mówiący o przytuleniu jako stanie zanurzenia w czasie, gdy „nic się nie zmienia / nic się nie liczy”. Natomiast ironią (ale i pesymizmem) podszyty jest wiersz Sytuacja liryczna o stanie oddalenia jej od niego o „2600 metrów w linii prostej”, który stale się powiększa („Podszedłem do biurka Są już 2603 metry”).

„Od kiedy zwariowałem / czuję się coraz zdrowszy” – wyznaje podmiot wiersza Błędy i korekty. Ten paradoks połączony z ironią wprowadza czytelnika w trudne relacje mężczyzny z kobietą, pełne błędów tego pierwszego. Można miejscami odnieść wrażenie, że ona jest nierealna, wirtualna bądź wymyślona. On następnie odpowiada na jej list i analizuje jej słowa, nie wiedząc, „co jest prawdą a co jedynie / mirażem chwilowo samotnej”. Wspomina też dawne uczucie, mając świadomość, że grał wtedy rolę dublera, nadal jednak czeka na jej powrót. Aura samotności panuje również w utworze Fetysze, którego podmiot błądził „po dworcach i kościołach” w poszukiwaniu swojej kobiety, jednak nie znalazł jej. Pociesza się, że nie będzie musiał w tej sytuacji być zazdrosny o innych mężczyzn, ale zasypiając w dalszym ciągu jej pragnie i czuje się jak przed egzekucją.

Nad ranem zaś odwiedza go dziewczyna z tej książki, jakby wyszła ze snu. On chce, żeby została u niego, ale nie pokocha jej, bo jako mężczyzna po przejściach nie pamięta, co to znaczy miłość. W necie pojawia się gwiazda, gdzie wyeksponowano jej cycki. Kojarzy mu się ona z dziewczyną z warkoczem, nie chce jednak pytać o jej dzisiejszych przyjaciół (ach ta wirtualna zazdrość).

Autor postanawia ćwiczyć się z pokory (ironiczne rozważania nad nieudanymi relacjami z kobietami) bądź z dyskrecji (roztrząsanie plotek na temat tych związków). Czasem przeżyje chwilowy odlot, gdy zatańczy z kobietą wolną i atrakcyjną, z całą jej lekkością bytu (Samarytanka). Pozostanie jednak nadal samotny, oddalony od niej, nie czując jej obecności nawet we śnie pod powiekami. Może jedynie pomarzyć o kąpiącej się w sukience i dzielącej się wilgocią albo powróżyć z ręki, czy z nim będzie. Chciałby też uniknąć kobiety, która nie miałaby odrobiny szaleństwa.

Przyznaje się, że nie miał czasu na umieranie, bo pochłaniało go życie, które opisuje w sposób metaforyczno-omowny (Przerwa w umieraniu). Chodzi tu oczywiście głównie o pogmatwane znajomości („Na pocieszenie / został flakon wody kolońskiej której nie wykorzystam / do końca życia”). Dalej więc tęskni za dziewczynami, których nie zna, spotyka się w karczmie na wyspie z kobietą, z którą miał nieudany związek, pielęgnuje kwiaty, „których nie wolno zrywać”, bądź roztrząsa poczucie winy.

Patrzy na świat „przez przydymione szkło”, z dystansem, zwracając się do kobiety podobnej do nawróconej na chrześcijaństwo poetki, Joy Gresham, a potem pociesza swojego Anioła Nadziei (paradoks plus pesymizm). Wspomina dwie kobiety, z którymi nie dało się żyć (pierwsza odeszła, druga nie chciała się zbliżyć), natomiast żyje z trzecią panią N.N. (z walizką i bałaganem w głowie). Polemizuje z inną, pozostając przy własnym zdaniu (niepokorne „ja pani nie przerywałem”). Analizując swoje dotychczasowe życie, dochodzi do wniosku, że najsłabsi zostają odstrzeleni.

Pozostaje mu jedynie pożądanie. Gdy składa jej życzenia, a chciałby się przy niej budzić („kot to ma / szczęście”). Gdy wplata erotyczne aluzje w żargon techniczny. Gdy relacjonuje w telegraficznym skrócie wiosenne wydarzenia („Zamiast kobietą / chcesz być dla mnie człowiekiem”). Gdy marzy o byciu z nią („W Parku Księżycowym / – dwoje na huśtawce”), a jednak odczuwa nieufność (pisząc o jej kuszącym kłamstwie).

Zdaje sobie sprawę, że czeka go wyboista droga, ale zapewnia, że swoją wybrankę przeprowadzi przez przeciwności („wchodzimy w trudny las / daj rękę i uśmiechnij się”). Wspomina z poczuciem winy minione błędy, do których namawia go diabeł (samobójczy skok z okna), pytając na ile ona jest dla niego „kobietą poezją śmiercią”. Równocześnie umawia się z aniołem, że nie zrobi już więcej nic złego. A w tle jest kobieta, z którą bywa od czasu do czasu i która „poczuła się jak produkt zastępczy”.

Tom Wojciecha Banacha kończy się nieco katastroficzną i surrealną wizją łodzi płynącej po rzece (Dziwna rzeka), z suchymi drzewami na brzegach, gdy ona i on leżą zmęczeni i „nadzy pod sztormiakami”. Wiersz ten można odczytać jako daleką reminiscencję Statku pijanego Rimbauda, a jednocześnie synekdochę życia.

Warto przytoczyć w całości lapidarny i dowcipny Erotyk poświąteczny, ładnie skrzący się grą słów i znaczeń:

Jeśli lubisz zupy
– zapraszam do rosołu

Na razie rozebrałem
choinkę

Warkocz Wojciecha Banacha to splot różnych ludzkich historii, na który składają się losy wielu związków męsko-damskich – i tych realnych, i tamtych wyobrażonych bądź przyśnionych. Wspólnym mianownikiem jest dla wierszy bydgoskiego poety pewien osad niespełnienia czy nieporozumienia i niedopasowania, klimat oddalenia, utraty i samotności. Relacje międzyludzkie są bowiem tym obszarem, w którym dochodzi do konfrontacji różnych postaw, wizji świata, oczekiwań. I nie zawsze wystarczy samo „kochajmy się”, bo podobno diabeł tkwi w szczegółach. A jednym z nich jest właśnie ten nieoczywisty warkocz z przeszłości lub kosmosu, któż to tak naprawdę wie.

Marek Czuku

 

Irena Kużdowicz – obrazy

*     *     *

Oto modelka. Brunetka o dużych, ciemnych oczach. Obserwujemy ją z boku, dostrzegając jak fakturalne płaszczyzny światła, wyraziście i twardo, modelują jej twarz o egzotycznej urodzie, a śniadą karnację podkreśla skrawek wrzosowej sukni. Albo ta rudowłosa, z lusterkiem i ludowym ptaszkiem w dłoniach. Tak naprawdę przykuwa nasz wzrok bujnymi lokami w gamie brunatności i czerwieni, odziana w ciemne fiolety, na tle szmaragdów i zielonkawości, przenikających się wzajemnie w barwnych strugach. Jeszcze młodziutka blondynka, o trójkątnej twarzy i kapryśnej, zmysłowej urodzie, której jasną karnację i całą sylwetkę przenika rozgrzane, letnim światłem, powietrze. Rozmywa ono kontury i rozbiela barwy, wzbudzając wątpliwości, co do realnego istnienia tej postaci.

*     *     *

Raz farba olejna, grubo i fakturalnie nałożona na płótno, buduje z płaszczyzn syntetyczną sylwetkę kobiecą, wraz z najbliższym jej otoczeniem, gdzie kolor sugeruje pejzaż, a rzadko – poprzez jeden element – wnętrze. Kiedy indziej natomiast, ta sama farba spływa z powierzchni płótna barwnymi strugami, które nakładają się na siebie, przenikają i błyszczą. Wtedy, dzięki powstałemu bogactwu kolorów, walorów, różnym połyskom i fakturom, płótno upodabnia się do półszlachetnego kamienia, albo masy perłowej. A kobieta, stworzona z tej samej materii, co otoczenie i wszystkie elementy przedstawienia, wyłania się z tej różnorodności tym bardziej, im wnikliwiej patrzymy.

Hanna Strychalska

Irena Kużdowicz
Dziewczyna z kwiatem I
1980
Irena Kużdowicz
Dziewczyna w kapeluszu
1968
Irena Kużdowicz
Dziewczyna z kwiatem
1959
Irena Kużdowicz
Dziewczynka z profilu
1958
Irena Kużdowicz
Portret w berecie
1958
Irena Kużdowicz
Portret
1957
Irena Kużdowicz
Danka
1957
Irena Kużdowicz
Lila
1957
Irena Kużdowicz
Portret Zofii Rybiańskiej
1956
Irena Kużdowicz
Siedząca
1956
Irena Kużdowicz
Portret Aleksandry Koncewicz
1955
Irena Kużdowicz
Portret Lili
1954
Irena Kużdowicz
Autoportret
1954
Irena Kużdowicz
Dziewczyna z Harlemu
1953

Irena Kużdowicz

Artystka malarka, pedagog. Studia ukończyła na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, uzyskując dyplom z zakresu malarstwa w pracowni Tymona Niesiołowskiego w 1950. Zajmowała się malarstwem i rysunkiem.. Brała udział we wszystkich wystawach okręgowych i okolicznościowych organizowanych przez ZPAP od 1951. Swoje prace eksponowała na 25 wystawach ogólnopolskich. Uczestniczyła w wystawach zagranicznych (NRD, Francja, ZSRR, Szwajcaria, Rumunia, Dania, Szwecja). W swoim dorobku ma 20 wystaw indywidualnych. Prace jej znajdują się w zbiorach zagranicznych w Szwajcarii, Francji, USA i Niemczech. Należała do ZPAP. Pochowana został na cmentarzu przy ul. Wiślanej w Bydgoszczy.

,

Wojciech Banach

Urodzony w 1953 r. w Bydgoszczy, zmarł w 2022 r. w Bydgoszczy. Poeta.

Ukończył Wydział Elektrotechniki na Akademii Techniczno-Rolniczej (obecnie Politechnika Bydgoska). Od 1978 do 2018 roku pracował jako specjalista konstruktor w Famor SA  w Bydgoszczy. W latach 1994–2001 był zatrudniony także w bydgoskim salonie DESA.

Jako poeta debiutował na łamach miejscowego czasopisma społeczno-kulturalnego „Fakty” (1976). W latach 1975–1978 był członkiem Grupy Faktu Poetyckiego „PARKAN”, znanej z niekonwencjonalnych prezentacji poetyckich i Koła Młodych ZLP, od 1990 jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Jest autorem 20 tomów poezji i 3 albumów kolekcjonerskich zrealizowanych w oparciu o własną kolekcję starych pocztówek. Na podstawie jego wierszy i obrazów artysty plastyka Jerzego Puciaty, ukazał się, wydany przez „Margrafsen”, kalendarz bydgoski na rok 2004. Jest autorem wiersza „Miotając się”, który przez kilka lat widniał na ścianie szczytowej domu przy ul. Przyrzecze w Bydgoszczy (do czasu zburzenia budynku). W plebiscycie bydgoskiej redakcji „Gazety wyborczej” został wybrany Artystą Roku 2002 w dziedzinie literatury, a w latach 2009 i 2015 – Strzały Łuczniczki - nagrody literackiej Prezydenta Miasta za najlepszą bydgoską książkę (Odgrodzony przez przypadki oraz Czas przestawienia). W 2007 roku został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, w 2011 r. Medalem Solidarności Zasłużony dla Regionu Bydgoskiego, a w 2016 roku został uhonorowany medalem – statuetką „Za twórczy wkład w kulturę chrześcijańską”. W 2019 roku otrzymał Brązowy Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Od 2011 do 2022 r. pełnił funkcję prezesa zarządu Bydgoskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Od 1990 roku podjął stałą współpracę z Galerią Autorską Jana Kaji i Jacka Solińskiego w Bydgoszczy, z którą współpracował do ostatnich dni swojego życia.