Bydgoszcz, 17 Lipca 2018
 
 
Facebook Twitter Google Plus
Wykład Mateusza Solińskiego Drukuj Wyślij znajomemu

Czwartek, 24 listopada 2016, godz. 18 „Czy współczesność może obyć się bez piękna? Kilka refleksji na temat kondycji sztuki przełomu wieków” – wykład Mateusza Solińskiego połączony z promocją książki „Lucian Freud – malarz ciała”

Mateusz Soliński, fot. Jacek Soliński
Mateusz Soliński, fot. Jacek Soliński
 

Mateusz Soliński, ur. 1981 w Bydgoszczy. Absolwent V LO w Bydgoszczy. Ukończył filozofię na UMK w Toruniu oraz zarządzanie kulturą na UJ w Krakowie. W 2015 r. obronił doktorat z nauk o sztuce na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. Zajmuje się krytyką literacką i plastyczną. W latach 2006 – 2010 współpracował z pismem artystycznym „Format” jako korespondent londyński. Publikuje w sopockim „Toposie”. Od 2008 pełni funkcję prezesa Stowarzyszenia Galeria Autorska.

* * *

Mateusz Soliński, Lucian Freud  malarz ciała
Mateusz Soliński, Lucian Freud  malarz ciała
 

Zdaniem Donalda Kuspita jesteśmy świadkami, trwającego od dobrych kilkudziesięciu lat, procesu systematycznej degradacji pojęcia sztuki. Gdy „każdy może być artystą” (jak powiedział Joseph Beuys), pojęcia ‘twórcy’ i ‘sztuki’ zatraciły swój jasny i przejrzysty sens. Wartość dzieła sztuki określana jest poprzez medialną rozpoznawalność jego autora, a nie walory warsztatowe. W działaniach „postartystów” sztuka zostaje zredukowana do banalnej substancji codziennego życia. Traci swój transcendentalny charakter wychodzenia ponad ludzi, miejsca i rzeczy – nie potrafi już pobudzić widza do przeżyć estetycznych. Wynosi to, co skatologiczne ponad to, co święte. Reprezentuje interesy ideologiczne wąskich (ale wpływowych) grup społecznych, przez co w konsekwencji popada w skrajny relatywizm. Sztuka zamienia się, w często bardzo banalny i prymitywny, propagandowy komunikat pozbawiony subtelności i niuansów, stając się „biedną kuzynką massmediów, nie mającą ani ich gładkości, ani ich zasięgu”. Artysta zaczyna przypominać trybuna ludowego, który zainteresowany jest tylko swoją widownią. Nie posiadając własnej tożsamości, zagubiony w rzeczywistości postmodernistycznych fantazmatów, otrzymuje ją od sponsorów i tłumu, którzy stają się jego smutną racją bytu.

W jaki sposób sztuka może odzyskać utracony prestiż, a artysta swoją godność jako twórca? Czy ratunkiem dla sztuki będzie powrót do antycznych ideałów, które w szeroko pojmowanym pięknie upatrywały spełnienie artystycznych dążeń? „Dwa cele przeświecają artyście: mieć odczucie i świadomość idei piękna – oraz wykształcić własne środki wyrazu w materiale artystycznym, którym włada. Cele te służą doskonałości dzieła” – pisał Jerzy Zawieyski. Z kolei zdaniem Bernarda Häringa prawdziwe dzieło sztuki powstaje tylko wtedy gdy artysta zwraca się dąży do piękna jako takiego, a „w pięknie spotyka on prawdę i dobro”. Piękno – w swoim zmysłowo-duchowym wymiarze – okazuje się być drogowskazem i jednocześnie pomostem do świata wartości. Piękno, jakby powiedział ks. Józef Tischner, „usprawiedliwia” istnienie dzieła sztuki. Pomaga dostrzec nowy istotny horyzont, który pojawia się przed człowiekiem – horyzont dobra i zła.

Mateusz Soliński

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
   
  Copyright 2004-2015 Galeria Autorska