Bydgoszcz, 20 Marca 2019
 
 
Facebook Twitter Google Plus
"aż po kroki słów"  Krzysztof Soliński 1950-2006 Drukuj Wyślij znajomemu

Czwartek, 20 lutego 2014, godz. 18 - „aż po kroki słów – Krzysztof Soliński 1950 – 2006” – w siódmą rocznicę śmierci – spotkanie poetyckie z udziałem Wojciecha Banacha, Jarosława Jakubowskiego, Jana Kaji, Grzegorza Kalinowskiego,  ks. Franciszka Kameckiego, Wojciecha Nadratowskiego, Marka Kazimierza Siwca, Jacka Solińskiego i Jana Wacha; wiersze poety przypomni Mieczysław Franaszek.

Krzysztof Soliński, fot. Bogdan Dąbrowski
Krzysztof Soliński, fot. Bogdan Dąbrowski
 

Krzysztof Soliński, ur.  2.09.1950 r. w Bydgoszczy, zm. 27.12.2006r. w Bydgoszczy. Absolwent bydgoskiej WSP, Uniwersytetu Warszawskiego i UMK w Toruniu. Poeta, pisarz i wydawca. Inicjator innowacyjnych form prezentacji literatury i poezji. W latach 70. zajmował się poezją konkretną i wizualną. W 1975  założył grupę faktu poetyckiego Parkan. W latach 1972-1994 swoje prace prezentował w kraju i zagranicą na wystawach poetyckich form wizualnych. Poezję konkretną publikował w wielu almanachach krajowych i zagranicznych. W latach 90. pełnił funkcję redaktora naczelnego Wydawnictwa „Pomorze”. Ukazały się jego następujące książki literackie: Krople (1973), Kałuża w szczękach (1973), Obszar ograniczony (1976), Symbole znaczeń. Wybór zagadnień (1977), Sen pod powieką języka (1978), Oko dnia – – membrana nocy (1978), Poezja konkretna (1979), Jak owad w piasku słów (1980), Komora celna mowy (1980), Tylko (1984), Atebe (1989), Albo (1992), O kilku niewrzoścowych worobowcówkach (2000), Jeżeli (2007), aż po kroki słów (2008).

(...) Nie sądzę, żeby coś z tego wynikało. Mogło wynikać. W gruncie rzeczy nie mam przecież nic do zrobienia. Bowiem jeśli nic nie zrobię – cóż może się istotnego stać? Jeśli zrobię natomiast – to jakiż sens z tego wyniknie? Najlepiej niczego nie dotykać. Przemykać ostrożnie, niezauważenie. Nigdzie nie być trwale. Nie przebywać dłużej. Z nikim nie być. Nic ponad konieczność. A i tego unikać. Być samemu sobie. Dla siebie. Nigdy bowiem nikt i nic nie będzie bliższe, trwalsze, własne, ponad własną samotność. Nie ma po co ulegać iluzji. Ona jest zawsze. Ona jest dana. I trzeba ją chronić, jak coś naprawdę skończenie własnego, cennego. Z nikim jej nie dzielić. Wobec nikogo jej nie otwierać. Nie otwierać siebie wobec nikogo. Najlepiej nic nie chcieć od innych. Nie skazywać się na kogokolwiek. Unikać czyjejkolwiek obecności. Uczynić jedno – swoje istnienie dla siebie. Nikogo nim nie obciążać. Być konsekwentnie samotnym. Samotność jest bowiem najwyższym i jedynym, najpewniejszym dobrem. Życie samotne jest jedyną pełnią istnienia, wyłączną możliwością korzystania z siebie dla siebie. Uczciwym, rzetelnym, wykorzystaniem w pełni siebie. Tylko nic nie chcąc od innych można mieć wszystko, co najcenniejsze.

Krzysztof Soliński, Jeżeli , Bydgoszcz 2007, (fragment)

Kiedyś, na początku swych poczynań z pisaniem, starałem się używać jak największej ilości liter. A także znaków przestankowych. Nieco później – gdy pisanie takie stawało się coraz mniej intrygujące – zacząłem używać jak najmniejszej ilości liter i znaków interpunkcyjnych. Jednak po pewnym czasie pisanie z użyciem minimalizowanej ilości liter przestało mnie ekscytować. Wobec tego zacząłem zwiększać ilości używanych do pisania liter oraz znaków przestankowych. Ale po pewnym czasie znów zacząłem odczuwać dyskomfort takiego pisania. Zacząłem więc jednocześnie używać dużej i małej ilości liter i oczywiście, znaków interpunkcyjnych.

Krzysztof Soliński

(...) Soliński to twórca będący w nieustannym „pogotowiu”. Czujny obserwator, który obawia się popadnięcia w jakąś wygodną iluzję. Konsekwentnie poddaje w wątpliwość wartość osiągniętych już „efektów”. (...) Narrator – „tropiciel sensów” mieszając to, co realne i to, co tylko wyśnione, z zaciekawieniem przygląda się powstającym językowym mirażom. Pisarz testuje i sprawdza formalne możliwości języka, ale jednocześnie próbuje rozpoznać jego głębszą, znaczeniotwórczą warstwę. Zastanawia się nad kreacyjną siłą słowa. Co stwarza nowe sensy i znaczenia: język czy świat? Czy słowa to tylko graficzne znaki, czy też symbole kreujące nową rzeczywistość? A może nasze poznanie jest, jak twierdzi Paul Ricouer, zapośredniczone przez najróżniejsze uwarunkowania i przedrozumienia, również te językowe? (...)

Mateusz Soliński

* * *

(...) Czytając ostatnią prozę Krzysztofa Solińskiego czytelnik musi pamiętać o jej demaskatorskim charakterze, autotematyzmie. Podmiotem demaskacji i opisu staje się tu autor, narrator, bohater, świat przedstawiony, sam proces twórczy, gest kreatorski, jako gra konwencji czy ich przekraczanie. Oczywiście także Schopenhauerowskie „nieuchwytne i wieczne szczeliny absurdu” tkwiące w świecie, wszelka błazenada, tragikomedia. Ta proza nie ma nic wspólnego z tradycyjnie pojętą imitacją rzeczywistości czy konwencjonalnymi chwytami. Ona to wszystko unieważnia. Już od początku, kiedy powstawała, najprawdopodobniej od lat 70., była wyjątkowa i po prostu obca tradycyjnym gustom i wyobrażeniom o literaturze. (...) Właściwie od 1992 roku rozpoczyna się milczenie Krzysztofa Solińskiego, które trwa aż do śmierci, ostatecznego zamilknięcia. I tu kończy się literatura…, chociaż pamiętając o sceptycyzmie Krzysztofa i jego przenikliwym spojrzeniu pełnym dobrotliwego rozbawienia, a zarazem smutnej zadumy nad światem i ludźmi, wskazana jest powściągliwość w formułowaniu jakichkolwiek konkluzji.

Grzegorz Kalinowski 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
   
  Copyright 2004-2015 Galeria Autorska