Bydgoszcz, 16 Stycznia 2019
 
 
Facebook Twitter Google Plus
Spotkanie autorskie z Krzysztofem Derdowskim Drukuj Wyślij znajomemu

Czwartek, 23 lutego 2012, godz. 18, spotkanie autorskie z Krzysztofem Derdowskim pt. „Wstyd obnażony” połączone z promocja najnowszej książki. Czytanie tekstów Mieczysław Franaszek.

Krzysztof Derdowski, fot. Paweł Skutecki
Krzysztof Derdowski, fot. Paweł Skutecki
 

Urodziłem się całkiem umierający na nerczycę w czerwcu 1957 roku, więc rodzice ochrzcili mnie w dwa tygodnie po narodzinach, chcąc mi zapewnić pobyt w raju bez zbędnych trudów i ceregieli. Przeżyłem jednak w grzechu niemowlęcego marudztwa, które św. Augustyn uważał za wyjątkowo paskudny i złośliwy. Potem grzechów było oczywiście więcej i więcej...
W przedszkolu czułem się licho i protestując przeciwko koszarowo – klockowym metodom wychowawczym kilka razy uciekłem zaraz po śniadaniu. Podczas tych ucieczek zwiedzałem kanał bydgoski i próbowałem, niestety bez skutku, zostać Indianinem.

Ucieczki i wagary nie uchroniły mnie przed ukończeniem równie męczących jak przedszkole – szkoły podstawowej, średniej i co jeszcze dziwniejsze wyższej.

Pierwszy wiersz opublikowałem w bydgoskich „Faktach” w 1979 roku. Tak mi się to spodobało, że publikowałem potem wiersze w „Nurcie”, „Nowym Wyrazie”, „Więzi”, „Regionach”, „Kamenie”. Zebrało się tych wierszy tyle, że wydałem dwa tomiki: „Czasowo nie ma wieczności” i „Cienie i postacie”.

Napisałem też opowieści „Znikanie”, „Robal”, „Chłód”, „Naga”, „Papuga”.

Mało mi było tego, więc pisałem jeszcze scenariusze i sztuki teatralne. Scenariusz „Pionek” i sztukę „Rzecznik” wydrukował „Dialog”. Kilka sztuk miało swoje próby czytane w teatrach: Współczesnym we Wrocławiu, Słowackiego w Krakowie, Nowym w Poznaniu. Na czytaniu się skończyło i aktorzy nigdy nie nauczyli się tych tekstów na pamięć.W tak zwanym między czasie byłem nauczycielem, urzędnikiem, dziennikarzem, dyrektorem fundacji i zbieraczem ogórków oraz permanentnym bezrobotnym, co zapewne znacząco zdekompletowało moje ego i zrujnowało id. Jestem przekonany, że warto pisać właśnie mając zrujnowane id i naruszone ego, bo tylko tak można dotrzeć do tego co najważniejsze.

Aaaa, otrzymałem jeszcze nagrody literackie – „Czerwonej Róży” i „Łuczniczki” – ale od razu zastrzegam: dawno już nie mam tej forsy.

Krzysztof Derdowski

*     *     *

Przed laty, kiedy studiowałem na KUL-u, tamtejsza biblioteka była dla mnie świątynią wolności i supermarketem uciechy. Każdą wolną chwilę spędzałem wówczas w bibliotece. W środku komunistycznego kraju czytałem zakazanego Nietschego, Celine’a, Schopenhauera. Tuż obok był zamek w którym w latach czterdziestych mordowano akowców. Nieopodal żydowskie dzielnice z duchami wyrżniętych w pień Żydów. A pod miastem obóz koncentracyjny w Majdanku. K r a j o b r a z m o j e j m ł o d o ś c i. Naoczna wiedza, że w każdej chwili na ulice miast mogą wjechać czołgi; w każdej chwili mogą zacząć zapędzać ludzi do zamku lub gnać do koncentracyjnego obozu. A w samym centrum tego świata bezpieczna, cicha biblioteka i przedwojenne wydania Nieztschego, Schopenhauera, Kierkegaarda. Czytałem ich jak szalony. Byli moją wolnością. Wokół stan wojenny, Jan Paweł II, bibuła, Wałęsa, kartki na wódkę i cukier, saturatory, Urban i piwo na Placu Litewskim od 13.00, woda brzozowa wypita w całym mieście! K r a j o b r a z m o j e j m ł o d o ś c i. Namiętnie czytałem Wolę mocy Nietschego w tym bezwolnym kraju, ludzi umęczonych zdobywaniem kiełbasy, chleba, papierosów, ludzi gnijących zębów, szczęśliwych posiadaczy małych fiatów, rozrywających sobie koszule i płaszcze w kolejkach. Życie spod lady. Epopeje zakupu lodówki i skarpetek. Odyseusze w poszukiwaniu mleka w proszku, piwa w sobotnie popołudnie. Nasłuchujący, wypatrujący gdzie władza rzuciła sporty, kaszankę i papier toaletowy. Co za poniżenie. Co za wstyd! Przywykliśmy do tego wstydu. Zżyliśmy się z tym wstydem. K r a j o b r a z m o j e j m ł o d o ś c i!

Krzysztof Derdowski,"Wstyd",2011 fragment powieści

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
   
  Copyright 2004-2015 Galeria Autorska